|
|
Polskie Jutro: Niech ich zobaczą, niech się zboczą!, 24.03.2003
"Niech nas zobaczą" - to hasło kampanii przeciwko homofobii, która "ma uświadomić społeczeństwu, że geje i lesbijki to ludzie, których się zna, lubi i szanuje". Patronują temu pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn - Izabela Jaruga Nowacka oraz Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych. Akcja ta jest wzorowana na podobnych tego typu przedsięwzięciach przeprowadzonych w krajach Unii Europejskiej. Zbiegło się to w czasie z publikacją w piśmie "The Spectator" (którego redaktor naczelny jest zadeklarowanym gejem) artykułu o nowej obsesji homoseksualistów - chęci świadomego i celowego zarażenia się wirusem HIV.
W tym tygodniu rozpoczyna się ogólnopolska akcja "Niech nas zobaczą". Plakaty homo-par będą "zdobić" między innymi przystanki w polskich miastach. Będą także bilboardy. Przeprowadza ją organizacja o nazwie Kampania Przeciw Homofobii. Jej prezesem jest polityk SLD Robert Biedroń, który ma na swoim koncie takie sukcesy, jak wprowadzenie do statutu Sojuszu deklaracji o poszanowaniu odmiennej orientacji seksualnej. Oficjalnie SLD, a zwłaszcza rząd Leszka Millera, przynajmniej w sferze propagandowej, nie chce mieć z tym nic wspólnego. Nawet podczas debaty na temat "deklaracji suwerenności w sprawach moralnych" klub ten wypowiadał się bardzo enigmatycznie, uznając ją jedynie jako zbędną. Oburzyło to część postępowego elektoratu tej postępowej partii, która przecież w wyborach deklarowała walkę o zabijanie nienarodzonych oraz prawa dla gejów i lesbijek.
Nawet homopublicyści na swoich stronach internetowych oburzają się na tak jawną dwulicowość. "Wierchuszka Sojuszu nie życzyła sobie podejmowania żadnych kontrowersyjnych tematów przed zakończeniem negocjacji akcesyjnych z Unia Europejską" - wypomina swojej partii bezczynność Janusz Marchwiński z Innej Strony. Ale nawet w tym środowisku głosy tego typu nie są liczne, bowiem zdaje sobie ono sprawę z tego, że wejście do Unii rozwiąże wszelkie homoproblemy. Tak więc walkę o postęp zatrzymano do czasu referendum akcesyjnego. Można powiedzieć, że ogłoszono swego rodzaju zawieszenie broni, aby nie drażnić Kościoła i konserwatywnego "elektoratu", żeby ten nie zagłosował w referendum nie tak, "jak trzeba", przerażony coraz bardziej realną wizją Homoeuropy. UE gayfriendly
Internet KPH
Takie plakaty homo-par będą "zdobić" między innymi przystanki w polskich miastach. Akcja "Niech nas zobaczą" jest współfinansowana przez Kancelarię Premiera, ale ta wiadomość ukazała się tylko w tygodniku "Polityka". Wszędzie podkreśla się, że patronat nad tym objęła pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Izabela Jaruga Nowacka z Unii Pracy. Co prawda, pieniędzy na tę kampanię nie wykłada bezpośrednio UE, ale ambasada holenderska wsparła ją sowicie. Wpływ Brukseli na decyzje, dotyczące dystrybucji funduszy unijnych przeznaczonych dla organizacji społecznych jest zresztą znany. Swego czasu nawet był szeroko komentowany, gdy warunkiem jej otrzymania było przeznaczenie pokaźnych kwot dla organizacji homoseksualistów.
Nie od dziś wiadomo, że "w Unii Europejskiej panuje coraz bardziej przyjazny klimat dla problematyki ochrony praw mniejszości seksualnych". 11 lutego Parlament Europejski przyjął poprawkę unijnej dyrektywy dotyczącej "prawa obywateli Unii Europejskiej i członków ich rodzin do swobodnego przemieszczania się i pobytu na obszarze państw członkowskich" (KOM(2001) 257). 269 głosami przeciwko 225 i przy 46 wstrzymujących się, przyjął on, że definicja "rodziny" obejmuje także partnerstwa homoseksualne. Nie trzeba chyba dodawać, że po ewentualnym wejściu Polski do UE będzie to obwiązujące prawo także u nas. Zmiana unijnej dyrektywy załatwić ma "problem", wynikający z faktu, że nie wszystkie państwa uznają zawarte w innych "małżeństwa" homoseksualne. Pary, które zawarły taki związek w Danii, Finlandii, Szwecji, Niemczech, Francji lub w Portugalii, mają ogromne problemy z osiedleniem się np. w Austrii, której konserwatywny rząd z uporem odmawia ich uznania. W wielu przypadkach, takich jak służbowe przeniesienie pracownika z Niemiec na placówkę w Wiedniu, powstają problemy z uznaniem partnera, który nie jest obywatelem Unii, jako... członka rodziny.
Dyrektywa ta ukazuje bezsensowność wysiłków różnych środowisk w Polsce zapewnienia "suwerenności w sprawach moralnych" - co często na swoich stronach internetowych podkreślają organizacje, reprezentujące homoseksualistów. Zmiana dyrektywy unijnej musi być co prawda jeszcze uchwalona, ale ponieważ w większości państw Unii obowiązują różne formy prawnego uznania partnerstwa homoseksualnego, można łatwo przewidzieć bieg wydarzeń. Tym bardziej, że od czasu traktatu w Nicei tego rodzaju sprawy nie muszą być uchwalane jednogłośnie.
Łowcy HIV
Sprzyjający klimat dla homoseksualistów w takich państwach Unii, jak chociażby Francja, Niemcy, czy Holandia nie jest tajemnicą. Homoseksualiści to prężne lobby, aktywny, często nawet agresywny elektorat, który ma niewspółmiernie duży wpływ na politykę i polityków. Prohomoseksualna polityka państwa doprowadziła do tego, że przynajmniej oficjalnie odchylenia tego typu są uważane za swego rodzaju normę. W Polsce homoseksualiści i wspierający ich politycy wiele mówią o konieczności akceptacji. Wiele przy tym mówi się o trwałych związkach i miłości. Niewiele natomiast o panującym w tym środowisku seksoholizmie, a właściwie subkulturze, która narzuca seksoholizm i perwersję, przy czym każdemu, kto obnaża tę stronę qeerkultury (bo tak się to nazywa w slangu socjologicznym) przyklejana jest łatka homofoba. Ostatnio dostało się nawet tygodnikowi "Forum", który odważył się przedrukować (za brytyjskim "The Spectator") artykuł o nowej obsesji homoseksualistów - chęci zarażenia się świadomie wirusem HIV. Jego autor, Matthew Laza, dotarł do niezwykłego środowiska: mężczyzn, którzy pragną zostać zarażeni wirusem HIV. Niewątpliwie jest to opis ludzi, których psychiatra uznałby za psychopatów, poszukujących adrenaliny w seksie, nie szanujących życia swojego ani cudzego i dążących jawnie do autodestrukcji. "Łowcy wirusa chcą przystąpić do najbardziej ekskluzywnego klubu świata, który do ostatniej chwili daje swym członkom poczucie własnej niezwykłości i z którego nikt nie może ich usunąć. Ewan, radca prawny, który łowił aż do "nawrócenia", powiedział mi: osiągnąłem stan, w którym chcę cieszyć się życiem, a nie zamartwiać się, co myślą inni. Chcę być sobą, skończyć z wyścigiem szczurów. Dość już mam życia koncentrującego się wokół pracy. Chcę być prawdziwym człowiekiem. Chodzi im przede wszystkim o podkreślenie odmiennej, "gejowskiej tożsamości". Nie odpowiada im wizerunek homoseksualisty - bohatera opery mydlanej, biznesmena ujawniającego światu swe preferencje, czy też zwycięzcy telewizyjnego reality-show. - Nie chcę być zwykłym gejem, regularnie płacącym składki na Stonewall (organizacja walcząca o prawa homoseksualistów - przyp. FORUM) - powiedział mi jeden z rozmówców. Właśnie odrzucenie dążenia do akceptacji i pogarda dla żądania tolerancji najbardziej niepokoi typowych przedstawicieli gejowskiego lobby." Tyle Laza. Homoredakcje portali internetowych, które zdecydowały się na publikacje tego artykułu za "Forum", najczęściej opatrywały go komentarzem typu: "Czy to tylko wymysł żądnych sensacji dziennikarzy? Czy homofobicznych polityków chcących nam przypiąć łatkę umysłowo chorych ludzi owładniętych seksoholizmem nawet za cenę śmierci? Napiszcie jakie jest wasze zdanie." I pisali, częściowo "w nurcie" wytyczonym przez redakcję, ale byli i tacy, którzy twierdzili wręcz, że jest to możliwe, a nawet więcej, że spotkali się już z tego typu zachowaniami.
Kłamliwy obraz
Jeden z bohaterów tego artykułu mówi o tym, że organizacje gejowskie narzuciły pewien wyidealizowany obraz homoseksualisty. Taki obraz usiłują nam "sprzedać" także teraz, przy okazji akcji "Niech nas zobaczą". Organizacje homoseksualistów często wypominają normalnym ludziom zakłamanie. Jest to słowo-wytrych, od którego i często na którym kończą się wszelkie dyskusje. Same zaś na zewnątrz kreują zakłamany, niemal idylliczny obraz pary tej samej płci, zakochanej w sobie po uszy, poza sobą i oczywiście postępem w świecie nic nie widzącej. Homoseksualista, jako jednostka, kreowany jest jako samodzielna, dobrze sytuowana osoba lub wrażliwy artysta. A tak przecież nie jest. Na ten wyidealizowany obrazek łapią się młodzi ludzie. Często przeżywając okres buntu, pakują się w coś - z czego potem bardzo trudno się wygrzebać. Coraz częściej postawy homoseksualne, czy biseksualne to postawy wyuczone nie mające nic wspólnego z naturą. Zresztą schizofrenia też jest czymś co stworzyła natura, ale czy oznacza to, że nie trzeba tego leczyć? Do jakiego stopnia obrazek - jaki serwują organizacje homoseksualistów - jest kłamliwy, wystarczy zajrzeć na redagowane przez niezależne środowiska gejowskie strony internetowe, na których coraz częściej można spotkać artykuły ukazujące prawdziwe oblicze qeerkultury. "Jak to z nami jest? Czy potrafimy być sobie wierni? Czy też gej to istota pozbawiona uczuć wyższych, myśląca tylko wiadomą częścią ciała? - zastanawia się jeden z redaktorów internetowej strony "gejowo". I dalej: "myślę, że nie powinniśmy naśladować heteryckich związków. Kobieta jest istotą z natury monogamiczną. (...) Mężczyzna (także heteryk) jest z natury poligamiczny. (...) Jeśli zatem natura mężczyzn i kobiet różni się tak znacznie, to związek dwóch facetów musi być inny. Nie może być wierną kopią heteryckiej rodzinki. (...)." I dalej tenże redaktor wymienia zasady rządzące w związku "kochającej się inaczej" pary. Przytoczę tu tylko kilka, co bardziej łagodnych stwierdzeń: "Pozwalamy sobie na seks z inna osobą", "jeśli ktoś z nas uderzy drugiego to uderzony może odejść" (wcześniej nie mógł, a więc bicie partnera to nie tylko domena często wyśmiewanych przez homosiów ojców rodzin); "dopuszczamy trójkąt za obopólną zgodą", "ogłoszenia do gejowskich mediów dajemy tylko za obopólną zgodą".
** ** **
Wypada tylko zapytać: co na to pani minister od zrównywania? Czy zacznie brać w obronę partnera, bitego przez partnera po to, aby odejść od niego "zgodnie z regułami"? Czy może jednak szkoda naszych pieniędzy na jej urząd? Swoją drogą szkoda, że w ramach akcji przeciwko homofobii nie wydrukowano ulotek o regułach, jakie rządzą w parach "kochających inaczej". Chyba dobrze się stało, że akcja "Niech nas zobaczą" rusza właśnie teraz. Być może właśnie to jest potrzebne, aby ludzie przekonali się, co do prawdziwego oblicza UE: wrogiego tradycji, wierze i wszelkiej moralności, przecież nie tylko chrześcijańskiej.
Beata Marszewsky
|