press

Rzeczpospolita: Manifest tolerancji, 15.04.2003

JESTEM, WIĘC PISZĘ.
Mój felieton "Nowe wchodzi na billboardy" z 20 marca, poświęcony kampanii plakatowej przeciwko ksenofobii, wywołał gniewną reakcję dwóch osób - pewnego dziennikarza, mego starego przyjaciela i geja, oraz redaktora Andrzeja Osęki z "Gazety Wyborczej". Kolega napisał, że nigdy się nie spodziewał po mnie nietolerancji. Osęka postawił mnie w jednym szeregu z "Naszym Dziennikiem". Obaj panowie mają, zdaje się, tę samą wadę. Umieją pisać, ale nie umieją czytać. Mój tekst był felietonową, a więc przejaskrawioną i z elementami komizmu (na jaki mnie stać) deklaracją liberała i człowieka dobrze wychowanego. Jako liberał toleruję rozmaite formy zaspokajania popędu płciowego, przynajmniej tak długo, jak długo nie są przymusowe. Jako człowiek dobrze wychowany nie interesuję się, jakie preferencje mają w tym zakresie moi bliźni. Dowiadywanie się, czy ktoś to robi tak czy inaczej, uważam za nieprzyzwoitą niedyskrecję i brutalne mieszanie się w cudze życie intymne. Tymczasem mnie i wielu innych, którzy nie chcą wiedzieć, kto z kim i jak, funduje się w tym względzie publiczną kampanię informacyjną. A co mnie to do cholery obchodzi! Czy ktoś nie może być gejem lub lesbijką na własny rachunek, bez mojej wiedzy, akceptacji i afirmacji? Czy to umniejszy atrakcyjność jego intymnych przeżyć? Mnie wiedza, jaka upowszechniana jest przez te billboardy, jest do niczego niepotrzebna. Nie oceniam ludzi wedle tego, czy są lub nie są gejami. Mam inne kryteria oceny, także moralne. Krótko mówiąc, wszystko to razem, jak przystało na liberała, wcale mnie nie interesuje i nie rozumiem, dlaczego wymusza się na mnie takie zainteresowanie. Ale obawiam się, że chodzi tu o homoseksualizm wyzwolony. Nie o skłonności, nie o sposób na seks i sposób na miłość nawet, lecz o ideologię. A poza tym, drodzy panowie, wytłumaczcie mi proszę, dlaczego to homoseksualiści mają być wyjęci spod krytyki takich poczynań, które na zdrowy rozum wydają się absurdalne, a już w żadnym razie nie służą deklarowanemu celowi szerzenia tolerancji i w najlepszym wypadku wywołują wzruszenie ramion. Wszystkie inne kategorie aktywności można wyszydzać do woli, tego się doczekaliśmy, a od homoseksualistów - wara. Niby dlaczego? Jest to tajemnica, do której zgłębienia trzeba być albo gejem, albo Osęką. Nie piszę się ani na jedno, ani na drugie.
Maciej Rybiński


strona główna prasa do góry