press

Gazeta Wyborcza Duży Format: Nazajutrz po billboardzie. Dziewczyny i chłopcy z plakatu, 09.04.2003

Przekonałam 30 homoseksualnych par, że nie będziemy używać żadnego pudru. Pryszcze muszą być, każdy Polak ma pryszcze Pomysł na wystawę zdjęć gejów i lesbijek miała studentka Europejskiej Akademii Fotografii Karolina Breguła. - Chciałam, aby były to zdjęcia, które może zrobić każdy turystycznym aparatem. Aby byli na nich ludzie, którzy wyglądają jak wszyscy. Chodziło o to, by zburzyć mit, że homoseksualista to przebieraniec na paradzie dumy gejowskiej albo pedofil z Dworca Centralnego. Zdjęcia miały wyglądać na zrobione przy okazji, na spacerze z psem. Założyłam, że nie-które mogą być nawet niewprawnie wykonane. Przekonałam 30 homoseksualnych par, że nie będziemy używać żadnego pudru, jak to się robi przy fotografii reklamowej. Pryszcze muszą być - mówiłam, bo każdy Polak ma pryszcze. Proste zdjęcia, które mają delikatnie oswajać przechodniów z naszą obecnością - mówi Robert Biedroń, prezes Kampanii przeciw Homofobii. Kampania rozszerzyła pomysł Karoliny Breguły i nazwała go akcją "Niech nas zobaczą". Postanowili, że oprócz wystawy fotograficznej zorganizują akcję billboardową. Do billboardów wybrali dwie pary. Na pierwszy casting zgłosiła się tylko jedna para. Na drugi - żadna. - Pozostałych 29 par szukaliśmy przez znajomych - opowiada Karolina Breguła. - Przekonywałam dość patetycznie: żeby zrobili coś dla przyszłych pokoleń. Bo przecież homoseksualiści będą się rodzić zawsze. I byłam zaskoczona, że to skutkowało. Wystawę i kampanię wizualną na ulicach czterech miast: Warszawy, Krakowa, Gdańska i Sosnowca, sfinansowała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów oraz ambasady Szwecji i Holandii. Minister Izabela Jaruga- -Nowacka objęła nad akcją osobistą pieczę. "Każdy z nas kiedyś marzył, by mieć czapkę niewidkę. Ale wyobraź sobie, że zakładasz ją i nie możesz już zdjąć. Na zawsze stajesz się niewidoczny. Kiedy kobieta kocha kobietę albo kiedy mężczyzna kocha mężczyznę, ma ochotę zniknąć, zblaknąć, ukryć się. Zakłada więc czapkę niewidkę. To nie żadne czary. Wystarczy nauczyć się żyć po kryjomu. Po kilku latach można przywyknąć. Czasem na zawsze. Przedstawiamy osoby, które zdecydowały się tę czapkę niewidkę zdjąć. Pójść na spacer, trzymając się za ręce, jak gdyby nigdy nic..." - Marta Abramowicz napisała tekst przewodni do wystawy.
*
Z forum Gazeta.pl:
"A może by tak pokazywać pedofilów czy zoofilów?" (tony c);
"Czy nie jest prawdą, że 60 proc. Polaków żyje poniżej minimum socjalnego? Czy nie jest prawdą, że co trzecie dziecko idzie do szkoły głodne, bez śniadania? Najważniejsi geje... k... mać! Zajmijmy się wreszcie PRAWDZIWYMI PROBLEMAMI TEGO KRAJU!!!!!!" (Oszołom z RM);
"A zajmowałeś się tymi problemami przed tą kampanią? Zrobiłeś coś konkretnego, by te dzieci nakarmić? Rozumiem, że jak bezrobocie spadnie i wszystkie dzieci będą nakarmione, to wtedy będzie można zrobić tę kampanię nawet z jeszcze większym rozmachem?" (jacek);
"Wypad, pedale, do Amsterdamu!" (Oszołom z RM).
*
22 marca 100 plakatów miało zawisnąć w Krakowie. Szef klubu Ligi Rodzin Polskich w radzie miasta Krakowa Piotr Doerre zwraca się z interpelacją do prezydenta Krakowa, czy będzie wspierał homoseksualistów. Prezydent Jacek Majchrowski, mimo że nie widział plakatów, jest przeciwny akcji. Mówi, że nie jest przeciwko homoseksualistom, ale boi się, że zniszczone zostaną miejsca, gdzie miałyby wisieć zdjęcia.
*
Z forum Gazeta.pl:
"Pamiętajmy, że Kraków jako ostatni uznał odkrycie Kopernika!" (K. nauczyciel).
*
- Firma AMS, z którą mieliśmy umowę przedwstępną na rozmieszczenie 500 citylightów, czyli tablic świetlnych, w czterech miastach, na tydzień przed kampanią wycofała się z akcji. Przerazili się reakcją Krakowa - mówi Robert Biedroń z Kampanii przeciw Homofobii. - Mieli umieścić nasze zdjęcia głównie na przystankach autobusowych. Zostaliśmy na lodzie i w ciągu dwóch dni musieliśmy znaleźć inną firmę (Cityboard Media). Podejrzewamy, że ta druga firma nie wiedziała do końca, w co się pakuje, i zrozumiała, że w słowie "homofobia" chodzi o dyskryminację człowieka w ogóle. Zresztą w umowie napisali: "...Przeciw Hemofobii", więc może myśleli, że chodzi o hemofilię. Ale dzięki temu cityboardy w Krakowie zawisły. Po tygodniu trwania akcji, w nocy z soboty na niedzielę, wszystkie cityboardy w Krakowie zostały oblane farbą przez nieznanych sprawców. Staraliśmy się, żeby wisiały wysoko, co najmniej trzy i pół metra nad ziemią - mówi Robert Biedroń. - Ale sprawcy musieli rzucać w tablice foliowymi workami z farbą. - Może Bóg mnie strzegł - zastanawia się szef firmy AMS Piotr Parnowski - że nie podjęliśmy się umieszczenia tych zdjęć na przystankach. Gdybym teraz miał odbudować połowę wiat przystankowych w Krakowie, toby mnie szlag trafił. Od lat żadna firma ubezpieczeniowa nie chce ubezpieczyć reklam świetlnych na przystankach, więc koszty takiej niekomercyjnej kampanii musiałaby pokryć nasza firma. Co do naszego wycofania, Kampania przeciw Homofobii zgłosiła się do nas w tamtym roku, kiedy jeszcze AMS miała wizerunek firmy, która prowokuje miejską przestrzeń. To my zamieściliśmy przecież prowokacyjne billboardy Katarzyny Kozyry. Po wstępnym ustaleniu Kampania zamilkła. Zgłosili się dopiero na trzy tygodnie przed planowaną akcją. W naszej branży się tego nie robi. Było już za późno. Poza tym podczas długich miesięcy ich milczenia zmienił się zarząd firmy, który postanowił, że wizerunek AMS się zmieni. Odejdziemy od postrzegania nas jako prowokatora. Przez zupełny przypadek zbiegło się to z protestem radnych w Krakowie. Ale na pewno ich się nie przestraszyliśmy.
*
Z forum Gazeta.pl:
"Geje nigdy nie zdobędą aprobaty ludzi, którzy na wyobrażenie o takim zbliżeniu dostają mdłości. Nie chodzi mi o to, że mam coś do gejów, tylko ten widok jest okropny - działa na zmysły i wyobraźnię - a dla mnie to jest obrzydliwe" (ryjek);
"Homoseksualizm dała natura? Schizofrenia też pochodzi od natury, ale się ją leczy!" (a.);
"Nie jestem gejem, ale gdy czytam te wypowiedzi, przeraża mnie Polska 2003. Wyjechałem z PL kilkanaście lat temu i wszyscy mówią mi, jak to się ten kraj zmienia, polepsza itd. Definiowanie homoseksualizmu jako choroby przekonuje mnie, że jesteście jeszcze w latach 50." (lan68);
"Cóż... Więc tu nie wracaj i zapomnij o Polsce. My ciebie nie potrzebujemy" (MZ).
*
Robert Biedroń: - W Warszawie zawisło tylko kilka billboardów, część musiała zostać zaklejona - zaprotestowały zarządy budynków mieszkalnych. Na 26 dni przed otwarciem wystawy w Gdańsku Klub Radnych Ligi Rodzin Polskich pisze do prezydenta Gdańska, że Centrum Sztuki Współczesnej "Łaźnia", jako placówka kulturalna należąca do Gdańska, nie ma prawa promować homoseksualizmu za pieniądze podatników. - To promowanie zła - mówi "Gazecie" radny Grzegorz Sielatycki. - Ta wystawa to propagowanie zboczenia w imię tak zwanej tolerancji. Niech homoseksualiści pokazują te zdjęcia u siebie, w piwnicy.
*
Z forum Gazeta.pl:
"Idąc tokiem myślenia katolika Sielatyckiego: Jest nas ponad dwa miliony gejów w Polsce i my też jesteśmy podatnikami! Dlaczego z naszych podatków mamy utrzymywać dzieci w domach dziecka, spłodzone i odrzucone przez heteroseksualistów?" (k).
*
Wczoraj wystawa z 30 zdjęciami miała rozpocząć się w galerii Związku Polskich Artystów Plastyków w krakowskich Sukienncach. 7 kwietnia ZPAP wycofał się z umowy.
*
Wystawa zdjęć Karoliny Breguły jest palnowana: w Gdańsku od 25.04 do 11.05 w CSW Łaźnia; w Sosnowcu od 15 do 28.05 w Galerii Stowarzyszenia Cross Over w Zagłębiowskim Instytucie Sztuki.
Daria, 24 lata, Warszawa Monika już nie chce, aby dalej pokazywać jej twarz. I nie chce się z tego tłumaczyć publicznie. Należy to zrozumieć. A ja? Wyszłam rano po bułki i nic. Po prostu w Warszawie mało kto zwraca na ulicy uwagę na ludzi, poza tym tych billboardów było mało. Od znajomych dostałam gratulacje, i to wypowiedziane na głos. W Wyższej Szkole Psychologii Społecznej, gdzie studiuję, gratulowali mi odwagi. A w restauracji, w której pracuję, mówili, że wyszłyśmy z Moniką bardzo kobieco. Niepotrzebna mi była do tego zdjęcia żadna odwaga. Od 14. roku życia jestem samodzielna, mieszkałam w internacie, uczyłam się poza domem w liceum pielęgniarskim i niewielu rzeczy się boję. Do Warszawy przyjechałam pociągiem cztery lata temu, miałam sto złotych w kieszeni i kolegę, który powiedział, że może załatwi mi pracę kelnerki. Dwa lata później zmieniłam pracę na lepszą i awansowałam. Bycie lesbijką to nie jest mój słaby punkt. Co więcej: bycie lesbijką to nie jest też mój mocny punkt. Po prostu jestem nią. Kiedy w pracy koledzy pytali: - Masz chłopaka?, zawsze mówiłam: - Nie, mam dziewczynę. I mówiłam to tak naturalnie, że oni musieli to naturalnie przyjąć. Pochodzę z małego miasteczka, ma 5 tys. mieszkańców. Po tych billboardach moja siostra, która ma chłopaka, szła z koleżanką, a ta koleżanka do niej mówi na wszelki wypadek: "Tylko nie idźmy za blisko siebie...". Myślę sobie, że ci homoseksualiści, którzy czują się prześladowani, mają jednak trochę gorzej niż Żydzi czy Murzyni. Bo Żydzi mają oparcie w swoich rodzinach złożonych przecież z Żydów, Murzyni - w swoich czarnych rodzinach, a rodziny gejów nie składają się z gejów. Więc z oparciem jest trudniej. Dzięki Bogu, że ja mam bardzo fajne siostry i rodziców, mama jest księgową, ojciec zarządza ludźmi. Dodatkowy skutek zdjęcia był taki, że gdzieniegdzie ktoś zaczął przy mnie powtarzać taką starą teorię: - Ty musisz być skrzywdzona przez mężczyznę, dlatego wolisz kobiety. Nie! Nikt mnie nie skrzywdził, żadna mnie nie uwiodła. To ja sama poczułam, że kocham kobietę. Nie sądzę, aby po tych zdjęciach spotkało mnie w moim miasteczku coś naprawdę przykrego lub jakieś niebezpieczeństwo. No, ale jeszcze tam nie byłam. A jeśli nawet coś by się wydarzyło? Nie boję się stresu. Przecież moją specjalnością po psychologii będzie sztuka negocjacji w trudnych sytuacjach.
Tomek, 20 lat, Łeba. Z Warszawy, gdzie przyjechałem wziąć udział w castingu do musicalu, pojechałem do Łeby. W ogóle nie zakładałem, że będę musiał uciekać z mojego miasta, w Łebie przecież żadnych billboardów nie było. Ale ludzie już przeczytali "Newsweek" z zapowiedzią akcji w Krakowie i zobaczyli tam moje zdjęcie z Sylwkiem. Podobno facet od ksero nie mógł nadążyć z kserowaniem zdjęcia. - To ten, co jest na plakatach! - zaczęło się drzeć jakichś trzech chłopaków, śmiać się i jeszcze głośniej krzyczeć: - Pedał! Pedał! I tak upłynął pierwszy dzień: grupy młodych ludzi parskały śmiechem na mój widok. Poszedłem do kościoła - zawsze chodzę - i uczestniczyłem we mszy. Ludzie byli mną bardzo poruszeni. Nawet w takim momencie, kiedy ksiądz podniósł hostię i powiedział: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata", i chyba należy być skupionym na sobie albo na Baranku, to klęczeli i jakoś tak wykręcali głowy, aby mnie podejrzeć. Myślałem, że takie sceny to się tylko do filmów wymyśla. Kiedy wychodziłem z kościoła, jakaś starsza pani od razu mi współczuła: - Ja i cała moja rodzina modlimy się za pana i za pana chorobę - powiedziała. Potem dotarła do mnie wiadomość, że jedna bliska mi osoba, sensowna i wykształcona, powiedziała, że jej dzieci, które mają po 17, 18 lat, mogą na razie ze mną rozmawiać. Ale tylko na razie. Jak będą miały swoje dzieci, to nie mam prawa się zbliżać do ich domu. Bo pedał to na pewno znaczy pedofil i ona będzie musiała mnie od swoich wnuczków izolować. W Łebie znają mnie wszyscy, bo przez trzy lata, gdy uczyłem się w liceum, byłem organistą w kościele. Grałem i śpiewałem na każdej mszy. Wtedy mnie szanowali i mówili, że jestem cudownym chłopcem i mam talent. Najbardziej irytuje mnie to, że ci, którzy są zbyt kulturalni, aby we mnie rzucić jakimś wyzwiskiem, mówili: - Ale jesteś biedny... Albo: - Taki byłeś fajny kiedyś... A przecież od tego "kiedyś" do billboardu minęły zaledwie dwa tygodnie! Co się zmieniło?! Przecież wtedy też byłem gejem i wiele osób o tym wiedziało. Ale chodzi o to, że nie mam prawa tego mówić na głos. Łeba chce być bardzo nowoczesna i myśli, że jak przez dwa miesiące jest sezon i przyjeżdża mnóstwo ludzi, to to automatycznie załatwia im już opinię otwartego, nadmorskiego miasta. Dopóki słyszałem tylko wyzwiska, dopóki widziałem, że ludzie tylko trącają się łokciami, żeby ten, z którym idą, nie przegapił mnie na ulicy, to jeszcze było OK. Najgorszy był moment, kiedy otoczyło mnie z siedmiu chłopaków na przystanku: - Jeśli k... ośmielisz się wyjść z domu po 22.00, jesteś zimny! - powiedzieli. Zrozumiałem, że zhańbiłem im to miasto. Pomyślałem też sobie, że 60 lat po Oświęcimiu ani o krok ludzkość nie posunęła się do przodu, no i rano wyjechałem. Poza moją mamą i panią Skolimowską to nie było tam prawie nikogo, dla kogo warto byłoby chociaż jeden dzień zostać. Kiedyś powiedziała mi w kościele, że mam ładny głos, i tak się poznaliśmy. A teraz powiedziała: - Jestem z panem. Mimo to uważam, że warto było zrobić sobie to zdjęcie. Dlatego, że dostałem e-mail od jakiejś kobiety, która wyrzuciła z domu syna, bo zakochał się w mężczyźnie. I pisze ta pani, że jak zobaczyła nas uśmiechniętych na tym billboardzie, to zrozumiała, że jej syn chyba też jest szczęśliwy.


strona główna prasa do góry